polka | e-blogi.pl
_blog polka
Młodzieńcze, wstań ! - cz.2 2018-12-08

W drugim rozdziale swej książki, ks. Andrzej Macko nawiązuje do wybranego przez siebie tytułu, który odzwierciedla pewną historię biblijną. Pisze :


"Płacz zbolałej matki i współczucie całego miasteczka Naim towarzyszyły zwłokom młodzieńca, którego wynoszono na wieczny spoczynek. Niebawem jednak smutek i boleść miały się zmienić w radość i wesele, bo oto w bramie miasteczka spotkał się orszak żałobny z Jezusem, który zobaczywszy łzy w oczach matki, odezwał się czule do niej : "nie płacz", po czym skinąwszy na niosących zmarłego, zbliżył się do mar i rzekł : "Młodzieńcze, tobie mówię, wstań !". I usiadł, który był umarły i począł mówić, a wszystkich obecnych zdjął jakiś dziwny strach; zaczęli spoglądać to na siebie, to na młodzieńca, a najwięcej na Jezusa i powtarzać : "Zaiste prorok wielki powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój" (str. 19).


 


Przedstawia też interpretację opisywanego zdarzenia :


"Oto, co niepodobnym było u ludzi, staje się podobnym u Jezusa Chrystusa, który słowy : "młodzieńcze, tobie mówię wstań" - stawia na nogi młodziana, przywraca mu na nowo w całej pełni dawne życie i swobodę ruchów. Całe to zdarzenie jest dowodem, że Jezus Chrystus to nie człowiek tylko, ale Bóg prawdziwy, Pan życia i śmierci. Trzy rzeczy trzeba było uczynić, aby uratować onego zmarłego. Trzeba było zatamować rozkład ciała i przywrócić mu dawną czerstwość i świeżość cery; trzeba było przywołać duszę, która już to ciało opuściła i wreszcie trzeba było tę duszę połączyć z ciałem odnowionym, aby ono wystąpiło w całej krasie i piękności młodzieńczej. Tego wszystkiego mógł dokonać tylko Pan wszego stworzenia i Stwórca dusz ludzkich i dlatego mogli słusznie wołać świadkowie tego zdarzenia : zaiste Bóg nawiedził lud Swój" (str. 20).


 


Odnosi się także do cudownego charakteru zdarzenia :


"Byli wprawdzie przed Chrystusem i po Chrystusie tacy, co czynili cuda, ale jakże ogromna różnica między cudami Chrystusa, a innych i w samych czynach i w celu i sposobie ich działania. Przede wszystkim nikt inny oprócz Chrystusa nie czynił cudów, żeby stwierdzić nimi swą boską godność, swe boskie pochodzenie. Nikt nie czynił cudów z tą swobodą i wolnością wobec obecnych i nieobecnych, z jaką czynił Jezus Chrystus. Wreszcie nikt inny nie czynił cudów w tym zakresie i w tych rozmiarach, co Chrystus. Byli tacy, co w imię Boże lub Chrystusowe wskrzesili zmarłego, ale nie było takiego, któryby nie tylko innych, ale i siebie wzbudził z martwych ! Na grobie nawet najgłośniejszych cudotwórców widnieje napis : Tu leży, tu spoczywa; - przy grobie jednego Chrystusa usłyszymy odpowiedź : "Nie masz Go tu, czego szukacie żyjącego między umarłymi ?" (Łuk. 24, 5 - 6)." (str. 23).


 


Przywołuje także słowa innych księży :


"Dlaczego - pisał niedawno zmarły apologeta polski, ksiądz biskup Niedziałkowski (w studium literackim : Czemu dziś w poezji nie mamy słowików ?) - dlaczego Matejko i Sienkiewicz są wielkimi natchnionymi artystami ? Dlatego, że umieli, czerpiąc u źródła piękna, odgarnąć szumowiny i męty społeczne. Oni nie płynęli z pseudo-postępowym prądem i nie poili się jego zatrutymi wodami, lecz czerpali natchnienie z tego źródła, z którego pił i pije naród cały, ze źródła biorącego początek u stóp Chrystusowego Krzyża. Z tego samego źródła czerpał i genialny Krasiński i właśnie największe jego dzieła przepojone są pierwiastkiem chrześcijańskim" (str. 28).


 


Wśród licznych odwołań , nie brak i łacińskich haseł :


"Godzi się słowem i czynem wyznawać : "Christianus meum nomen, catholicus cognomen" "(str. 29).


albo : Christianum mihi nomen est, catholicus vero cognomen"


Dla osób bliżej zainteresowanych tematem, proszę o sprawdzenie znaczenia powyższych słów.


;-)


 


Zaznacza wagę niewinności, znamionującej duszę czystą :


"(Chrystus) kiedy wystąpił publicznie, raz po raz w naukach Swoich podnosi znaczenie i urok wieku dziecięcego i młodzieńczego. Dość wspomnieć, że dzieci dla ich niewinności stawia za wzór wszystkim, którzy pragną osiągnąć zbawienie. Jeśli się nie staniecie, jako dziatki, nie wnijdziecie do Królestwa Niebieskiego (Mat. 18, 3). Kiedy mówi o zgorszeniu, to przede wszystkim, ze strasznym "biada" zwraca się do gorszycieli maluczkich. Kiedy uczy modlitwy, to każe ją zaczynać słodkim imieniem : Ojcze nasz. Kiedy uczy o sposobie przeproszenia Boga, każe się do Niego zwracać grzesznikom jako synom marnotrawnym do ojca" (str. 29).


 


Wzywa młodych do wierności odwiecznym ideałom :


"Powiedzmy sobie i drugim ochotnie i stanowczo : Pójdźmy za Nim. Pójdźmy za Nim, jeśli nie straciliśmy jeszcze szczytnej dążności do ideałów, pójdźmy za Nim, jeśli nie chcemy błąkać się po manowcach błędu i zepsucia, pójdźmy za Nim, jeżeli chcemy za Jego przykładem i Jego pomocą święcić triumfy nad śmiercią samą. Jam jest zmartwychwstanie i żywot - oto słowa samego Zbawcy (Jan 11, 25). Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyw będzie" (str. 32).


 


---


Na temat postaci biskupa Niedziałkowskiego, poczytać można w "Przeglądzie katolickim" z dnia 16 grudnia 1897 roku. (numer w całości dostępny w Internecie).


Można też sięgnąć do poniższej publikacji :



źródło : www.gumtree.pl


 


Można też zerknąć do innej publikacji biskupa Niedziałkowskiego :



 


"Nie tędy droga, Szanowne Panie ! (studyum o emancypacyi kobiet)", wydanie z 1900 roku.


 


Można także zapoznać się z książką : "O chrześcijańską zasadę" z 1895 roku.


 


 


----


 


Życzę miłej lektury.


Kolejny wpis za 2 tygodnie.


Przypominam Państwu, że blog ten będzie aktywny do dnia 31 grudnia 2018 roku.


Młodzieńcze wstań ! Rozważania rekolekcyjne 2018-11-24

W moim dzisiejszym wpisie chciałabym zachęcić Państwa do zapoznania się z książką : "Młodzieńcze, wstań ! Konferencje wielkopostne" autorstwa księdza Andrzeja Macko, wydanej w roku 1932 w Tarnowie.


 


Autor zachęca młodego czytelnika, by ten zdołał zatrzymać się na chwilę, odłożyć swoje zwyczajowe zajęcia i zastanowić się nad sobą, przyglądnąć się stanowi własnej duszy. Pisze :


"Rekolekcje - jak sama nazwa wskazuje - to dni, w których należy oderwać nieco naszą uwagę od rzeczy zewnętrznych i zajęć codziennych, a zwrócić ją więcej ku osobie własnej, skierować ku nam samym, do wnętrza duszy naszej" (str.5).


 


Ksiądz Andrzej opisuje 3 różne postawy, którymi kierują się młodzi ludzie w swoim postępowaniu :


 


"Jeżeli rozglądniemy się w dziejach ludzkości i dziełach sławniejszych myślicieli, to spotykamy się - pomijając drobniejsze a liczne odcienia - z trzema głównymi odpowiedziami na pytanie : Kim jesteś ? Jedni powiadają, że człowiek, a przede wszystkim młodzian to cząstka bóstwa, to kwiat lub promień bóstwa, to jakby mały bożek lub co najmniej półbożek. Z zapatrywaniem takim spotykamy się u najdawniejszych ludów zwłaszcza o bujnej, wschodniej wyobraźni; spotykamy się i w czasach nowszych, zwłaszcza u poetów, którzy apoteozują i idealizują rzeczy nawet materialne, tym więcej w rzędzie bogów umieszczając ludzi, a przede wszystkim siebie. "Eritis sicut dii" - oto hasło tych panteistów, naśladujących kusiciela z raju. Jeżeli jeden z nich czy drugi zacznie w czyn wprowadzać swą teorię - to łatwo go poznać możecie po tym, że starać się będzie wyszczególnić i wynieść ponad drugich i to w sposób budzący nieraz śmiech i politowanie. U takiego bożka czy półbożka wszystko musi być wyższe lub szersze i w ogóle odmienne niż u innych : od nakrycia nóg aż do nakrycia głowy; cała postać ubraniem, układem, ruchami ma głosić, że to "On", Excelsior ! Jeżeli do ciebie przemówi, to zawsze wyższym stylem, jeżeli ci się ukłoni lub odkłoni, to tylko z wielkiej łaski, jeżeli jest w domu, to wszystko chodzić musi na palcach, jeżeli raczy wstąpić do szkoły lub kościoła, to wtedy, kiedy i jak mu się podoba, bo to "On" Excelsior, najmędrszy i najpiękniejszy. Co sądzić o takim zapatrywaniu i postępowaniu, któregoście może byli świadkami i w waszym otoczeniu ?" (str. 7- 8).


 


Następnie autor komentuje powyższą postawę :


"Nawet będąc w pełni życia i zdrowia wieku młodzieńczego, nie możemy się bawić w takie pochlebstwa, skoro pierwej lub później mamy stać się prochem i zgnilizną, skoro każda chwila zbliża nas do śmierci" (str. 8).


 


"Bóstwo podległe śmierci, skazane na tyle nędz obecnego życia, mające kiedyś mieć za mieszkanie grób, a za towarzyszów robaki - to sprzeczność i śmieszność zarazem. "Wszyscy narodowie jakoby nie byli, tak są przed nim - mówi Izajasz (40, 17) - a jako nic i próżność poczytani są jemu" (...)


Przypisywanie marnemu człowiekowi praw i godności Bożej i równanie człowieka z Bogiem - to objaw wstrętnej pychy, którą mógł podsunąć ludzkości tylko szatan, pragnąc ją zgubić zdradziecką obietnicą : Będziecie jako bogowie" (str. 9).


 


O drugiej postawie odnotowuje :


"Wprost przeciwne zapatrywaniu panteistów, którzy wynoszą człowieka na tron Boży, jest zapatrywanie materialistów, którzy go równają ze zwierzętami. Po co sobie pochlebiać, po co łudzić siebie i drugich wysoką godnością, po co karmić frazesami o boskiej wyższości - mówią ci animaliści - człowiek nie jest niczym innym jak doskonalszym zwierzęciem, z którym ma wspólne pochodzenie i przeznaczenie. Wystarczy rzucić okiem na świat zwierzęcy, aby się dopatrzyć wielkiego podobieństwa między ludźmi a zwierzętami, zwłaszcza małpami i uznać w tych ostatnich brać młodszą" (str. 9).


 


"Nie brak też rzeczywiście takich, nie brak i u nas, którzy w myśl tej teorii taki życiu swemu starają się nadać kierunek, żeby ono przypominało życie zwierząt. Jeżeli gorliwy panteista całym zachowaniem, postawą, ubraniem, słowami głosi sobie i innym, że on "Excelsior", że on mały bóg, to gorliwy materialista stara się okazać światu swym zachowaniem jako cynik w dosłownym znaczeniu. Wszystko, co wybiega poza sferę materialną, zwierzęcą, zmysłową jest dla niego obojętnym, a nawet nieraz przedmiotem drwin, lekceważenia i śmiechu. Religia, moralność, modlitwa, cnota, Kościół, szkoła - to rzeczy, o których ci cynicy niechętnie słuchają, a jeżeli już muszą im coś czasu poświęcić, to zachowaniem swoim okazują, że nie czują się w swoim żywiole, że milsze im nory, w których unosi się dym cygar i zapach alkoholu i zazdroszczą nawet "braciom" czworonożnym, że mogą swobodnie biegać po ulicy i nie potrzebują się krępować żadnymi względami moralności" (str. 9 - 10).


 


Trzecia postawa została opisana w następujący sposób :


"Z tych uwag o panteizmie i materializmie wyłania się niemal sama przez się prawda trzeciego i pośredniego zapatrywania, które powiada, że człowiek nie jest bogiem, lecz tylko stworzeniem Bożym, ani też nie jest nierozumnym zwierzęciem, lecz istotą zmysłowo-rozumną czyli stworzeniem Bożym, najdoskonalszym wśród widzialnych istot naszej ziemi. Zapatrywanie to przeważało też zawsze w historii ludzkości nad tamtymi dwoma i nic dziwnego, bo unikając szczęśliwie błędnych przesad, w jakie popadają tamte, wyjaśnia najlepiej wszystkie zagadki dotyczące człowieka : i jego pewne podobieństwo ze zwierzętami i większe jeszcze różnice i jego wyjątkowe stanowisko w świecie, jego pochodzenie i przeznaczenie.


Jako istota zmysłowa ma człowiek ciało podobne innym zwierzętom i zdolne do czynności niższych, ale równocześnie w tym ciele mieszka dusza rozumna, która wynosi człowieka wysoko ponad świat materialny i zwierzęcy i czyni go podobnym Bogu samemu" (str. 12).


 


Przedwojenny duchowny dodaje :


"Spojrzyjcie na tę szlachetną istotę, taką, jaka wyszła z ręki Boga, pełną zapału a niespokojną, czułą i smętną, dumną i wspaniałomyślną, czującą się być większą od wszystkich światów i pożądającą skrzydeł, aby gdzieindziej spocząć mogła. Przejrzyjcie wszystkie władze jej umysłu i serca i powiedzcie, czy choć jedna poprzestaje na ziemi, czy choć jedna prostą i przyrodzoną swoją dążnością nie unosi jej ponad wszystkie rzeczy stworzone, ponad wszystkie firmamenty i gwiazdy, aż do Boga" (str. 13).


 


"To trzecie zapatrywanie ma stanowczo większe prawo do posługiwania się szczytnymi hasłami : postępu, rozwoju, ewolucji niż zapatrywanie materialistyczne lub panteistyczne, bo pierwsze równając człowieka ze zwierzęciem, każe mu nie postępować, ale raczej cofać się wstecz, drugie uważając go za bóstwo doskonałe, zwalnia go od wszelkiego postępu i rozwoju (...)


Takie pojmowanie rozwoju, jakie znajdujemy u materialistów, równa się wprost zamachowi na ideę ewolucji, która głosi doskonalenie się i zbliżanie do Ideału doskonałości i najwyższego dobra, a nie cofanie się wstecz, a nie zniżanie się do rzędu zwierząt" (str. 15 - 16).


 


Na końcu rozdziału ksiądz powiada :


"Młodość, bracia, jest rzeźbiarką, co wykuwa żywot cały", młodość - to okres przygotowawczy do przyszłego zawodu, to jakby piękna wiosna, w której się sieje i sadzi, aby mieć co zbierać w lecie i jesieni. Niestety wielu zdaje się nie oceniać należycie całej wartości i piękności wieku młodzieńczego i pozwala sobie na takie nawet rzeczy, które starszym nie są dozwolone. A skutek ostateczny jest ten, że coraz mniej młodzieży pociągającej urokiem swojego wieku, młodzieży pełnej ideałów, pełnej zapału do nauki, wykuwającej na podobieństwo rzeźbiarza żywot cały, a za to coraz więcej dorosłych krytyków, marnych "zjadaczy chleba" przedwcześnie dojrzałych i wielkich ludzi, ale do małych interesów" (str. 16 - 17).


"Najlepiej jednak będzie, jeżeli każdy pójdzie złotą drogą pośrednią, pamiętając, że nie jest ani nadczłowiekiem ani pod-człowiekiem, ale człowiekiem tj. istotą zmysłowo-rozumną, która początek swój zawdzięcza Bogu i do Niego, jako swego ostatecznego celu i Dobra najwyższego zdążać winna (str. 17).


 


Fragment rozmyślań księdza Macko wieńczy strofa wiersza Zygmunta Krasińskiego :


 


"O, poznaj sam siebie,


Nie żądaj być panem, jak Pan, który w niebie !


Ni chciej jak bydlę gnić nad paszy łanem !


Z tej strony grobu przed zmartwychwstań wschodem


Bądź ty w człowieku męką z niebios rodem,


Bądź arcydziełem nieugiętej woli,


Bądź cierpliwością, tą panią niedoli,


Co gmach swój stwarza z niczego - powoli !


Bądź tą przegraną, której cel daleki,


A która w końcu wygrywa na wieki ! " (str. 18).


 


----


Smile


 


Kolejny wpis za dwa tygodnie.


Muszę dodać, że platforma na której obecnie piszę bloga ma być zlikwidowana w swoim obecnym kształcie dnia 31 grudnia b.r.


Jeżeli ktoś z Państwa chciałby uzyskać dodatkowe informacje odnośnie moich dalszych wpisów, to proszę o kontakt (komentarz na blogu lub wpis w ramach Księgi gości).


 


 


"Dał im moc... 50 rozmyślań ewangelicznych dla dziewcząt" autorstwa Felicji Żurowskiej 2018-11-10

W dniu dzisiejszym chciałabym opisać krótko książkę Felicji Żurowskiej, zatytułowaną "Dał im moc... 50 rozmyślań ewangelicznych dla dziewcząt", wydaną w Krakowie w 1947 roku.


Ta malutka książeczka skierowana jest do dziewcząt należących do Związku Harcerskiego, jednakże uwagi w niej zawarte stosować się mogą do każdej młodej dziewczyny pragnącej poszerzyć własne horyzonty myślowe czy też odnaleźć w sobie duszę katolicką.


 


Autorka w taki oto sposób rozpoczyna swoją książkę :


"Kochana Druhno !


Przynoszę Ci w tym zbiorku garść rozmyślań na tle Ewangelii. Starałam się w nim zdarzenia ewangeliczne sprzed 2000 lat zbliżyć i zastosować do Twego życia. Chciałam Cię nauczyć, jak patrząc i myśląc o Chrystusie - patrzeć masz i myśleć o własnej duszy.


Wspominam też często o Twojej siostrze. Mam wtedy na myśli jakąkolwiek znaną Ci dziewczynę. Wszystkie jesteśmy siostrami w Chrystusie - dlatego tak ją nazywam.


Nie poprzestań na tym, co tu moja ręka skreśliła. Wpatruj się samodzielnie w Chrystusa i snuj dalej watek myśli. Rób własne zastosowania. Nie śpiesz się. Nie chciej zrobić dużo - lecz dobrze.


Wzbudzaj często akty wiary, nadziei, miłości. Chwal, dziękuj, przepraszaj i proś, zwłaszcza w tych chwilach, gdy ta modlitwa, pod wpływem jakiejś myśli, popłynie Ci z serca samorzutnie.


Odłóż zupełnie książkę i słuchaj pokornie i radośnie Głosu Bożego w sercu, jeśli do Ciebie przemówi. Czyń co Ci rozkaże. Nie żałuj Mu niczego. Kochaj Go !


Pomódl się czasem i za mnie. Bardzo tego potrzebuję. Za każde "Zdrowaś" będę Ci serdecznie wdzięczna. I ja modlę się  - za Ciebie.


Autorka " (str. 3 - 4).


 


 


A to inny fragment książki :


 


"Współpraca z Bogiem


 


Wesele w Kanie Galilejskiej. Ruch i gwar - rozmowy i śmiechy - jedzenia i picia zdawałoby się pod dostatkiem. A jednak .... A jednak zabrakło wina.


Zatroskała się Matka Najświętsza. Trzydzieści lat już jest Matką Jezusową. Sądzićby można, że wobec tego bliższą jest Nieba niż ziemi. Ale Maria przy całej świętości nie traci nic z poczucia rzeczywistości życiowej. Zabrakło wina - trzeba na to zaradzić.


Nasuwa się z kolei kwestia sposobu. Kupić, pożyczyć, a może znajdzie się jeszcze coś w zapasach piwnicznych ? ...


Nie wiemy jakimi sposobami starała się Maria zapobiec w sposób przyrodzony zauważonemu brakowi. Nie poniechała go z pewnością. Widocznie jednak nie było ludzkiego sposobu zaradzenia niedostatkowi. trzeba była sięgnąć do cudu.


- Synu, wina nie mają - mówi do Jezusa, a  w słowa te wkłada prośbę o pomoc nadzwyczajną, której tylko Bóg udzielić może.


- Co mnie i Tobie niewiasto ? Jeszcze nie nadeszła godzina moja - odpowiada Jezus.


- Zróbcie cokolwiek wam poleci - zaleca jednak Maria sługom.


I nie myli się Matka Boża.


- Napełnijcie stągwie wodą - powiada Jezus do sług.


I napełnili je aż po brzegi.


- Zaczerpnijcie teraz i zanieście gospodarzowi wesela.


I zanieśli.


A kiedy gospodarz wesela skosztował wody, przemienionej w wino - ocenił je jako dobre wino, warte podania podczas uczty weselnej.


===================================


Czy nas nie zastanawia to dziwne zarządzenie Jezusa : "Napełnijcie stągwie wodą"... On, który jako Słowo Boże wyprowadził świat z nicości - dziś żąda dostarczenia wpierw materii, na której dokonałby cudu przemiany. Co o tym sądzić ?


Wejrzyj, druhno, w swoją duszę. Posiada ona władzę, za pomocą której działasz w życiu. To wola. W sprawach doczesnych wystarcza ona, ale gdy chodzi o sprawy nadprzyrodzone moc jej jest niedostateczna. Potrzebujesz pomocy łaski. I oto zaczyna się współpraca. Człowiek działa i Bóg działa.


- Napełnijcie stągwie wodą ...


I napełnili.


I Jezus przemienił wodę w wino, w najprzedniejsze wino.


Działasz, a pod tchnieniem łaski czyn przyrodzony jest czynem nadprzyrodzonym.


Bez wody nie ma wina. Bez działania z Twej strony nie ma twórczego działania łaski.


====================================


Jak wyglądała dotychczas druhno, Twoja współpraca z Bogiem ? Czy Twoja stągiew nie stoi pusta, mimo wezwania Jezusowego, byś ją napełniła wodą dobrej woli ? Czy ma Jezus w Tobie co do przemienienia ? A może nie zależy Ci na winie ? Może zadawalasz się zwykła wodą ? Nie sięgasz wyżej, po lepszy napój ?


Nie ograniczaj się druhno, do działalności czysto przyrodzonej. Chciej we wszystkim działać, współpracować z Bogiem.


Pamiętaj przy tym o Marii. Użyj Jej za pośredniczkę wszystkich łask. Proś, by poszła w Twym imieniu do Jezusa.


- Synu, wina nie mają. Obdarz ich swoją łaską ..." (str. 34 - 37).


 


 


I jeszcze jeden cytat :


 


"Za wszelką cenę


 


ściernisko lub ugór. Wolnym, miarowym krokiem przemierza je piędź po piędzi koń i oracz za pługiem. Wyciągają głębokie, równe bruzdy, odwalając na bok czarne, płodne skiby ziemi. Coraz to brzęknie podkowa o kamień w ziemi. Coraz to pługiem trzeba potrząsnąć, by utorować drogę wśród perzu czy korzeni. Godziny mijają. Zaorany płat ziemi ściele się coraz szerszym pasem. Koń i człowiek pracują samotnie w pocie czoła.


Wtem koń jakby się potknął. Lemiesz utknął o większą jakąś przeszkodę i prześliznął się po jej powierzchni. Daremnie próbuje oraz raz i drugi cofnąć pług, by odwalić oporną skibę. Nie pomoże zwykły sposób jej wyminięcia. Trzeba odłożyć pług i zbadać rzekomą przyczynę zatamowania.


Kamień to ? Nie ... Naczynie gliniane... a może skrzynia ? Zabiło serce niespokojnie w piersi oracza, jakby w przeczuciu tego, co się stanie. Ręce drą darń niecierpliwie. Jeszcze jeden ruch. Jest ! Pokrywa sama odpadła... Same srebrne monety. Skarb zakopany w ziemi.


Jeszcze nie zdołał ocenić całej zawartości, a już spłoszonym wzrokiem rozgląda się po okolicy, czy nie dojrzy mimowolnego świadka swego odkrycia.


Pusto. Nie ma nikogo. Myśl działa błyskawicznie. Zakopać skarb, by nikt się nie dowiedział. Milczeć. Milczeć - jak grób. Kupić tę rolę - oraną dla obcego - za wszelką cenę. Za wszelką cenę.


Trzeba zebrać odpowiedni kapitał. Właściciel roli - nieświadom tego, co zawiera ten szmat ziemi - żąda może nie za wiele w swym pojęciu, ale w każdym razie sumę, przekraczającą gotówkowe możliwości oracza. Trudno. Trzeba sprzedać i to i tamto - trzeba, jak się okazuje, sprzedać wszystko, co oracz posiada, by kupić pole. Opłaci się. Skarb w nim ukryty wielokroć przekracza wartość z takim nawet trudem zgromadzonych pieniędzy.


Oracz kupuje pole ....


=====================================


- Z Królestwem Niebieskim jest podobnie - rozlega się donośnie wśród zgromadzonego nad brzegiem morza galilejskiego ludu głos Jezusa - jak ze skarbem zakopanym w roli. Znajduje go ktoś i zakopuje, a upojony radością z tego powodu idzie, sprzedaje wszystko, co posiada i nabywa ową rolę.


=====================================


Nie jesteś druhno, oraczem. Nie należysz także do tych ludzi, którzy, jak to nieraz czytamy w gazetach, zaangażowani zostają do wydobycia z dna morskiego zatopionych okrętów z ich bogatą zawartością. A jednak .....


A jednak o ile usta Twe nie szepcą tylko powierzchownie słowa modlitwy, o ile nakłaniasz chętnie ucha do słów kapłana z ambony, o ile pogłębiasz swą wiedzę religijną w wykładach, książkach i rekolekcjach zamkniętych, musiałaś już chyba dojść do przekonania, że i Ty możesz zdobyć skarb nad skarby, który warto kupić za wszelką cenę.


To żywot wieczny.


Za wszelką cenę... " (str. 87 - 89).


 


-------


 


Mam nadzieję, że powyższe opisy wystarczająco zachęciły Państwa do sięgnięcia po proponowaną przeze mnie lekturę. Felicja Żurowska należy do tych Polek, które zaliczyć można do posiadaczek polskiej duszy. Kobiet, których nie można odwieść od tradycji pokoleń. Kobiet, które nie tracą rozumu, podążając ślepo za modą, nie wyrażają chęci przynależenia za wszelką cenę do pseudo-elity, nie odżegnują się ze wstrętem od polskich zwyczajów i polskich dążeń. Kobiet, które rozumieją, iż druk nie służy do tworzenia wyszukanych form rozrywki, lecz do pogłębiania wiary religijnej, do wzmacniania ducha narodowego. Kobiet, które znają wartość kulturowego dziedzictwa religijnego.


Jeżeli chcecie Państwo poznać więcej niezwykłych kobiet (oraz mężczyzn), których losy na zawsze splotły się z naszą Ojczyzną, polecam "Litanię Narodu Polskiego" (dostępne w Internecie oraz jako dodatek do sobotniego numeru "Naszego Dziennika").


;-)


 




Kolejny wpis za 2 tygodnie.


 


Wszystkim Czytelnikom życzę radosnego świętowania 100-lecia odzyskania Niepodległości przez naszą Ojczyznę.


 


Szanownym Litwinom oraz Amerykanom, ze szczególnym uwzględnieniem Pana Mela Gibsona,


dziękujemy za pamięć i życzenia.


 


 


ks. Aleksander Żychliński - fragmenty rozważań + odniesienie do obecnej rzeczywistości 2018-10-28

Chciałabym upamiętnić na blogu postać znakomitego duchownego katolickiego, autora wielu przedwojennych i kilku powojennych prac teologicznych, tzn. ks. Aleksandra Żychlińskiego, brata - ks. Bolesława Żychlińskiego.


Aleksander Żychliński napisał wiele znakomitych prac, wśród których na szczególną uwagę zasługują :


"Sacerdos. Rozważania teologiczne o kapłaństwie i jego zadaniu", wydane w Poznaniu w 1932 roku,


"Tajemnica katolicyzmu. Szkice teologiczne", wydane w Poznaniu w 1946 roku.


-----


Wydaje się, iż jakiś moderator uważa, iż zakazane jest publikowanie okładek książek, o których wspomina się na blogu.


W związku z tym podaję dodatkowe informacje odnośnie tego, gdzie możecie Państwo znaleźć opisywane tutaj publikacje :


Książkę "Sacerdos" można zdobyć w antykwariacie Tezeusz (strona : www.tezeusz.pl), natomiast zaopatrzenie w książkę "Tajemnica katolicyzmu" możliwe jest w sklepie Katakumbus (www.katakumbus.pl).


---------


W swojej książce "Sacerdos", Żychliński podkreśla szczególną rolę różnych stowarzyszeń katolickich, wymieniając przykładowo Akcję Katolicką jako organizację wspomagającą duchowieństwo w wypełnianiu zadań pasterskich, poprzez promowanie katolickiego wychowania oraz podejmowanie inicjatyw mających na celu doprowadzenie do Intronizacji.


Przy okazji należy wspomnieć, iż na temat samej Akcji Katolickiej panowały w okresie przedwojennym różne opinie. Nie brak było zarzutów o błędne poczynania tej organizacji.


Przyjrzyjmy się jednak uwagom Żychlińskiego. Nadaje on członkom Akcji Katolickiej szczególny status. Wspomina o funkcji "apostołowania" wśród ludzi z najbliższego otoczenia członka Akcji Katolickiej. Podkreśla również wagę katolickiego wychowania i edukacji na temat religii katolickiej w rodzinach osób zaangażowanych na rzecz AK.


Pisze m.in. :


"Udział w akcji katolickiej, czyli hierarchiczna praca apostolska, jest obowiązkiem, jaki na każdego katolika wkłada sakrament bierzmowania" (str. 166).


W publikacji "Tajemnica katolicyzmu" słusznie dopowiada, iż sakrament bierzmowania nakłada na osobę, która go przyjmuje szczególny obowiązek obrony wiary religijnej w życiu codziennym.


W pracy "Sacerdos" zauważa, iż :


"Przyczyną moralną, czyli duszą akcji katolickiej jest miłość apostolska" (str. 167).


W tej samej książce podaje szczególną definicję "Intronizacji" :


"Intronizacja jest to oficjalne i społeczne uznanie najwyższej władzy Serca Jezusowego nad jakąś rodziną chrześcijańską ; jest to poświęcenie rodziny Sercu Jezusowemu, tak że obraz Bożego Serca, umieszczony na najprzedniejszym miejscu w domu, jakby na tronie, staje się widocznym znakiem królowania Jezusa w rodzinach" (str. 170).


Dodając nieco dalej w tekście :


"Rodzina jest źródłem życia, pierwszą szkoła dziecka. Jeśli źródło życia narodowego jest zatrute, naród ginie" (str. 171).


"Chodzi głownie o to, by przez intronizację, zastosowaną w życiu stworzyć rodziny prawdziwie katolickie tj. poddane królowaniu Jezusa, a przez to odnowić życie katolickie w społeczeństwie" (str. 173).


 


Na czym może polegać oddawanie szczególnej czci Sercu Jezusowemu w rodzinach katolickich ?


Przytoczę w tym miejscu kilka przykładów.


Niezwykle pięknym, polskim zwyczajem (choć możliwym do szerszego stosowania) jest dekorowanie przydomowych ogródków figurką Najświętszej Maryi Panny czy też podobizną Jezusa Miłosiernego. W bezpośredniej okolicy Figury powinny znajdować się (w miarę możliwości) świeże kwiaty. Jeżeli teren narażony jest na odwiedziny zwierząt domowych (typu: psy lub koty) powinien zostać ogrodzony.


Niektórzy domownicy mieli zwyczaj przychodzenia przed oblicze Figury NMP lub Jezusa w celu odmawiania tam modlitw.


Opisywany zwyczaj modlitwy "ogrodowej" spotkałam niedawno u jednej osoby i muszę przyznać, że zachowanie jej wywarło na mnie ogromne wrażenie.


Smile


 


Kolejnym przykładem, godnym polecenia jest częste odwiedzanie miejsc sakralnych (Kościołów), w których odbywa się Adoracja Najświętszego Sakramentu.


5-minutowa modlitwa w ciszy może odnosić niebagatelne skutki w życiu danego człowieka.


 


Innym przykładem nadającym się do naśladowania jest codzienna lektura książek religijnych. Osobiście polecam wczytywanie się w publikacje napisane przed II wojną światową. Należy pamiętać, iż czytaniu powinna towarzyszyć refleksja nad osobą Jezusa. Mnóstwo osób zapomina, iż postać Jezusa Chrystusa nie jest jedynie piękną pamiątką czasów minionych, ale towarzyszącą ludziom czasów współczesnych ŻYWĄ OSOBĄ. A udawanie, iż On nie istnieje, tudzież stawianie się w pozycji "poza zasięgiem" Jego oceny (np. z powodu uzyskania tytułu naukowego lub dysponowania władzą, bądź to nadzwyczajnym bogactwem) jest jedynie oznaką nowoczesnej głupoty.


 


Aktualne czasy ukazują, jak istotną rolę pełni pomoc w dochodzeniu do poznania religii w procesie wychowania. Bez takiej pomocy, trudno jest być uznawanym za pełnoprawnego członka społeczności, ze względu na brak zrozumienia podstaw funkcjonowania danej wspólnoty, danego Narodu.


Niestety w obecnej rzeczywistości, głupota niektórych osób przybiera przeraźliwe rozmiary, trudne do wyobrażenia dla przeciętnego Polaka, mającego styczność z przedwojenną kulturą. Warto tutaj zauważyć, iż doskonałą łączność z polskim zbiorem wartości zapewnia m.in. lektura przedwojennych publikacji religijnych.


 


Wydaje się, iż formą uczczenia Serca Jezusa, jest także wyraźne i głośne protestowanie wobec różnorodnych projektów demoralizowania dzieci i młodzieży w szkołach - vide: organizacja "Tęczowego piątku" w polskich szkołach.


Doprawdy trudno pojąć argumentację nauczycielki, która stwierdza, iż wpuszczanie do szkół demoralizatorów wpłynie na poszerzenie horyzontów myślowych u młodzieży, która na podstawie spotkania z nimi będzie w stanie wyrobić sobie pogląd o ich działalności. Dzisiejsza młodzież w żadnym razie nie jest przygotowana na konfrontację z rozmaitymi gorszycielami, gdyż nie dysponuje wystarczającym zasobem obronnym w postaci wiedzy na temat obecnej rzeczywistości oraz naszej przeszłości. W zdecydowanej większości przypadków, dzisiejsza młodzież nie zyskała odpowiedniego poziomu wychowania religijnego, ich znajomość religii jest szczątkowa i zniekształcona, choć nieustannie wmawia się młodym, iż to właśnie oni są nieomylni. Generalnie, wszystko to przedstawia opłakany obraz aktualnej rzeczywistości.


Nie oznacza bynajmniej, byśmy mieli rezygnować z przywracania w Polsce normalności, czyli systematycznej pracy nad pokazywaniem młodzieży polskiej kultury nierozerwalnie złączonej z religią. By to czynić, musimy posiadać dobrą znajomość naszej więzi z Bogiem, przewijającej się na przestrzeni wieków i odzwierciedlonej w bohaterskich czynach wielu naszych Rodaków.


 


Tyle na dzisiaj.


Wink


 


Kolejny wpis za 2 tygodnie.


 


Osobiste poświęcenie się NSJ 2018-10-13

W dzisiejszym wpisie chciałabym odnieść się do zawartej w książce "Osobiste poświęcenie się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, według pism św. Małgorzaty-Marii Alacoque i Encyklik ostatnich Papieży" listy zadań nazwanej "Adnotacjami duchownymi".


 


We wzmiankowanej publikacji, pochodzącej z lat 40-tych XX wieku, można wyczytać :


" "Adnotacje duchowne" są praktycznym sposobem wejścia na drogę pobożności i ugruntowania się na niej. Podobne adnotacje prowadzi wielu Biskupów i kapłanów należących do tzw.  "Unii Apostolskiej NSJ" ("Ratio mensis"). Śp Biskup Zygmunt Łoziński prowadził je aż do śmierci. Niniejsze adnotacje z pewnością oddadzą pewne usługi dla wielu zwłaszcza wśród inteligencji. Jednocześnie ułatwią one kierownictwo duchowne i uświęcenie dusz" - Słowa śp. o. Piusa Przeździeckiego, Generała Zakonu OO. Paulinów na Jasnej Górze ". (str. 69).


Poniżej w tekście w cytowanej książce znajduje się tabelka z 31 kratkami do stosownych adnotacji, a z lewej strony zapisane są pytania, które należy rozpatrywać pod kątem postępowania we własnej pobożności :


1. Czy i w jaki sposób uczciłem dziś NSJ ?


2. Jak (wygląda sprawa) z "Godziną św." i Komunią Świętą wynagradzającą w pierwszy piątek miesiąca ?


3. Czy planowo wyrzekam się wad, dążę do cnót ? Jak gorliwie stosuję wskazane mi środki ? Czy zrobiłem wieczorny rachunek sumienia ?


4. Czy usiłuję żyć według zasad Chrystusa ? Czy z rozwagą czytam Ewangelię Świętą (15 minut) ? Czy odbyłem czytanie duchowne (15 minut) ?


5. Czy i jak wyraziłem dziś mą ufność dla NSJ ?


6. Czy modlę się za bliźnich i okazuję im miłość ?


7. Czy gorliwie szerzę wśród nich kult NSJ ?


8. Czy odmówiłem akt i czy go noszę na sobie ?


9. Jak odnowiłem me poświęcenie się w pierwszy piątek miesiąca ?


10. Jak z nowenną i świętem Bożego Ciała, Najświętszego Serca Jezusowego i Chrystusa-Króla ?


czy odnotowałem dziś tę kartkę ?


 


Sposób prowadzenia "Adnotacyj duchownych".


1. Wywiązanie się dodatnie oznaczać przez plus (+). Zaniedbanie się zawinione przez minus (-). Niespełnienie czegoś niedobrowolnie oznaczać przez zero (0). Jednak odbytą "Godzinę św." oznaczać przez G, przyjętą Komunię św. przez K.


2. "Godzina św.", Komunia św., nawiedzenie N. Sakramentu, spowiedź, odnowienie poświęcenia się, dzień nowenny odprawionej, odnotowuje się tylko w dnie, w które były dokonane.


3. By wewnętrzna praca nad sobą była skuteczniejszą, trzeba mieć stałego spowiednika, który by zatwierdzał (albo sam wyznaczał) planowy przedmiot pracy i obrane w tym celu środki.


4. Gorliwie szerzyć kult NSJ (a zwłaszcza osobiste poświęcenie się) znaczy : "w miarę całej możności" apostołować bądź słowem, bądź piórem, bądź modlitwą (odmawiać w tej intencji co dzień Litanię do Serca Jezusowego i dziesiątek Różańca św.) oraz nie szczędzić w tym celu ofiar (na druki etc).


5. Życie według świętych zasad Chrystusa domaga się z koniecznością, by rozczytywać się - ale z "rozwagą" - w Ewangelii św. i w ogóle w Piśmie św. oraz w innych książkach treści religijnej. Mimo to wykonywanie tych punktów pozostawia się do woli.


6. Wolne rubryki na dole mogą być zapełnione według osobistych potrzeb lub życzeń, np. słuchanie Mszy św., zachowanie planu dnia itp.


7. Niniejsze adnotacje należy przedstawiać (ewentualnie listownie) stałemu spowiednikowi do przejrzenia przy najbliższej możności po ubiegłym miesiącu.


Uwaga : Osobiście poświęceni Sercu Jezusowemu winni prowadzić te adnotacje przynajmniej przez rok, chyba, że spowiednik inaczej zadecyduje. Potem mogą prowadzić je według życzenia, albo stale, albo w dowolnie obranych miesiącach, np. w maju, czerwcu, październiku, bądź dla uczczenia Najśw. Maryi Panny lub Najśw. Serca Jezusowego przez ożywienie pracy wewnętrznej, bądź celem wyproszenia dla siebie jakiej szczególnej łaski, bądź dla wzmocnienia woli itp.


 


Postanowienia


1. Z rekolekcji rocznych : .............................


2. Po spowiedzi (przed pierwszym piątkiem miesiąca) : ....................


 


Uwagi spowiednika :


............................  .


("Osobiste poświęcenie się Najśw. Sercu Jezusowemu", str. 70).


 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 


W celu uzupełnienia swoich wiadomości na temat kultu NSJ można też zajrzeć na stronę :


www.mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/nsj/obowiazk.htm


 


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Jak Państwo sądzicie, dlaczego niejako wezwani do systematycznego stosowania powyższych adnotacji, zostali ludzie z warstwy polskiej inteligencji ?


Odpowiedź wydaje się dosyć prosta - ludzie ci lepiej niż pozostali rozumieli potrzebę dbałości o polskie wartości. Nie zależało im jedynie na wzbogaceniu się, lecz istotniejsze było dla nich utrzymanie, a następnie przekazanie kolejnym pokoleniom tego, co zawsze było w Polsce najcenniejsze; tego, co stanowi esencję polskości.


Nie trudno domyślić się, iż warstwa ta narażona była na różnorodne ataki, częściej niż inni wystawiana na pokusy, zwodzona przez przeróżne peudo-naukowe teorie. To właśnie do owej klasy społecznej adresowane były kłamstwa psychologiczne. To wśród niej mason Freud, ale i szereg innych - jemu podobnych "myślicieli", szukało poparcia dla swoich oszukańczych koncepcji.


Przykładowo - Stanisłąw Chorzemski w książce : "Zdrowi i chorzy. Książka dla przetężonej umysłowo myślącej inteligencji", wydanej w Poznaniu w 1927 roku.


 


Polska inteligencja jednak przetrwała. Niestety w szczątkowej postaci, ale przetrwała.


 


Powróćmy do wspomnianych "Adnotacji duchownych" (versus : duchowych). Jak Państwo sądzicie, czy współcześni Polacy zachowali zdolność do ich stosowania ? Czy rozumieją ich wpływ na całe polskie społeczeństwo ? Jak wyobrażają sobie kontynuację kultywowania NSJ w chwili obecnej ? Czy potrafiliby się zorganizować i wspólnie odmawiać choćby Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa ? Czy potrafiliby nie tylko przetłumaczyć tekst tej modlitwy na inne języki, ale i wyjaśnić sens poszczególnych słów i zwrotów w niej użytych ?


 



 


Uprzedzam, że powyższy tekst nie jest całkowity. Powiedziałabym nawet, że brakuje w nim zasadniczej części.


;-)


 


Zwracam uwagę, iż do odprawiania "Adnotacji" zachęceni zostali także polscy duchowni.


Przeglądając przedwojenne publikacje, można zauważyć, iż kult NSJ tkwił u podstaw wielu inicjatyw katolickich, takich jak : Akcja Katolicka, pisarstwo biskupa Stanisława Pelczara, działalność sióstr Wizytek, działalność zakonu Jezuitów, zakonu Sercanów itd.


Przed wojną wydawano znakomite pismo : "Posłaniec Serca Jezusowego".


W Internecie dostępna jest również broszurka zatytułowana : "Litania do Najsłodszego Serca Pana Jezusa. Z officyalną melodyą kościelną ułożoną w tonacji doryckiej", autorstwa księdza Wojciecha Bugajczyka, wydana w Płocku 1905 roku.


 


Warto także odnotować istnienie przedwojennych modlitewników dla dzieci przygotowujących się do najważniejszego wydarzenia w ich życiu :


 



 


 


A może ktoś z Państwa zechciałby na jakichś publicznych łamach przypomnieć o polskim przywiązaniu do Najświętszego Serca Jezusowego ? Być może ktoś z moich Szanownych Czytelników mógłby podzielić się z innymi własnymi wrażeniami z przeczytanych przedwojennych publikacji katolickich ?


Serdecznie zachęcam Państwa do aktywności w tym temacie.


Im więcej wysiłku na rzecz kolejnych pokoleń wykażemy, tym większe będą szanse uchronienia naszego polskiego dziedzictwa od zatracenia.


 


Smile


 


 


 


P.s. Kolejny wpis za 2 tygodnie.


 


 


 


 


 


Tajemnica katolicyzmu - Żychliński 2018-10-01

W dzisiejszym wpisie chciałabym zaprezentować Państwu kilka myśli księdza Aleksandra Żychlińskiego, z książki zatytułowanej "Tajemnica katolicyzmu", a wydanej tuż po wojnie, w 1946 roku w Poznaniu.


 


Żychliński pisze :


"Katolicyzm jest czymś więcej niż filozofią, choćby najwznioślejszą; wyrasta on ponad wszelką filozofię. Filozofia dźwiga się aż na wyżyny Bytu niestworzonego i jego przymiotów; katolicyzm zaś leży wyżej, bo krainą jego to porządek nadprzyrodzony. Katolicyzm jest tajemnicą nadprzyrodzoną, bo leży w porządku nadprzyrodzonym. Tym przede wszystkim tłumaczy się jego siła" (Żychliński, str. 10).


 


Wymienia przy tym parę swoistych cech religii katolickiej, traktując sam katolicyzm w kategoriach świętej tajemnicy :


"Pierwszą tajemnicą katolicyzmu jest sam twórca jego, Jezus Chrystus. Mówimy w tej chwili o Jezusie Chrystusie, o ile jako człowiek, jako postać historyczna jest przedmiotem wiedzy ludzkiej, nie zaś o ile jest jako Bóg -Człowiek przedmiotem wiary nadprzyrodzonej. Jezus Chrystus twórca i treść katolicyzmu, jest dla rozumu ludzkiego tajemnicą nierozwiązalną : jest tajemnicą w swej absolutnej doskonałości etycznej, w swej nadludzkiej mądrości, w swych czynach cudownych, a nade wszystko w mocy, jaką na przestrzeni wieków działa na ludzkość i na poszczególne dusze. Właśnie ta ostatnia tajemnicy pełna cecha Jezusa Chrystusa sprawia, że nikt n ie przechodzi obok Niego obojętnie; kto Go spotka na drodze życia, staje się Jego uczniem albo Jego wrogiem.


(...)


Drugim czynnikiem tajemniczym katolicyzmu - to tajemnicza treść jego nauki. Katolicyzm nie kryje się ze swoją nauką, wypowiada ją głośno i wyraźnie. Wszakże nauka ta zawiera szereg twierdzeń przechodzących siły nadprzyrodzonego rozumu. Są to twierdzenia nie tylko czysto teoretyczne, ale przede wszystkim tezy natury praktycznej, tzn. takie, które raz przyjęte domagają się, by je stosować w życiu. Tajemnicy pełne prawdy, jakie głosi katolicyzm, mówią otwarcie, jaki jest początek i jaki jest koniec człowieka, jakie są jego obowiązki sumienia, jaka czeka go kara, jeśli ich nie wypełni. Słowem, tajemnicy pełna prawda katolicka staje frontem do życia ludzkiego i domaga się życiowej odpowiedzi : albo ją przyjmę i jej się poddam całym życiem, albo ją znienawidzę.


Wreszcie trzecim czynnikiem tajemniczym katolicyzmu oglądanego w przyrodzonym świetle rozumu, to samo życie katolickie. Ta ostatnia tajemnicza cecha katolicyzmu uderza zarówno w życiu zbiorowym jak i w życiu jednostek. Katolickie życie zbiorowe jest zorganizowane w Kościele. Kościół zaś to organizacja, w której tkwi coś nieprzeniknionego i niewytłumaczalnego dla przyrodzonego światła rozumu. Posiada on ustrój monarchistyczno - arystokratyczny, ale wszystkie stopnie tego hierarchicznego ustroju są dostępne dla każdego. Nie posiada żadnych potężnych środków doczesnych, raczej jest zewsząd otoczony wrogami o ziemskiej potędze, a jednak trwa niewzruszony i niepokonalny. Składa się z ludzi, więc słabości ludzkie wnikają w jego życie organizacyjne, lecz bezustannie odradza się do dalszego rozwoju.


Nie tylko katolickie życie zbiorowe, ale nawet katolickie życie poszczególnych jednostek kryje w sobie coś tajemniczego. Chodzi tu oczywiście o te jednostki, w których życiu katolicyzm znajduje pełny wyraz. Urzeczywistniają one w życiu swoim ideał doskonałego człowieczeństwa, co dla przyrodzonych sił człowieka jest rzeczą nieosiągalną. I dlatego przedstawiają się dla rozumu przyrodzonego jako istoty wyższe, jak nadludzie o tajemniczej mocy duszy. To, czego ogół ludzi nie potrafi nigdy osiągnąć, a na co nieliczni zdobywają się w chwilach najwyższego napięcia duchowego, a więc nader rzadko, tzn. na akty heroiczne - to właśnie stanowi u tych, co żyją pełnią katolicyzmu, treść życia codziennego; oni żyją w ustawicznym heroizmie. Nazywamy ich świętymi. Życie ich kryje w sobie coś dla przyrodzonego rozumu głęboko tajemniczego, co przyciąga jednych, a innych do nienawiści pobudza" ( Żychliński, str. 8 - 9).


 


Proszę zauważyć, iż przedwojenny kapłan dotyka w swym opisie esencji katolicyzmu. Uprzytomnia czytelnikom, iż wiara katolicka oprócz nieustannego praktykowania w życiu codziennym, wymaga też wysiłku intelektualnego, poznania fundamentów doktryny katolickiej. A przede wszystkim uświadomienia sobie samemu naszego położenia względem Boga, naszego indywidualnego odniesienia do Jego nauki, Jego historii nam ujawnionej.


Katolicyzm daje się także poznać poprzez życie poszczególnych narodów, społeczeństw organizujących własną aktywność wokół postaci Jezusa Chrystusa. O religii katolickiej świadczą również życiorysy konkretnych wiernych - zwyczajnych i pełniących szczególną rolę w historii dziejów.


 


 



Obraz z kolekcji sklepu antykwarycznego Sosenko.


Autorem jest malarz i ilustrator Jan Styka, a płótno nosi tytuł : "Ojczyzna".


 


 


W Krakowie, w jednej z dzielnic stoi skromna kapliczka z podpisem :



 



źródło: Wikimapia


 


A co my po sobie Bogu pozostawimy ?


 


---


 


P.s. Kolejny wpis za około 2 tygodnie.


O małżeństwie chrześcijańskim - cz. 11 (ostatnia) 2018-09-14

Dziś ostatnia porcja rozważań biskupa Totha zawartych w książce "O małżeństwie chrześcijańskim", wydanej w 1936 roku.


 


Ostatni rozdział jest swoistego rodzaju esencją problematyki omawianej w książce Totha.


Węgierski duchowny pisze :


"Nie potrzeba nam nowych form małżeńskich, odwrotnie, względy religijne i państwowe przemawiają za wzmocnieniem dawnego życia rodzinnego, za powrotem do pierwotnej jego czystości i ideałów, za moralnym i nierozerwalnym chrześcijańskim małżeństwem" (str. 164).


 I nieco dalej dodaje :


"Pierwsze małżeństwo, czyli pierwotna forma małżeństwa była monogamią. Wskutek grzechu, człowiek zboczył z wytkniętej pierwotnie drogi woli Bożej, ciało opanowało duszę i błąkał się po manowcach wielożeństwa i wielomęstwa" (str. 165).


 


Jednocześnie zaznacza :


"Stanowczo wyznajemy prawdę, że małżeństwo nie pochodzi od człowieka, ale Bóg je stworzył, więc małżeństwo już przed chrześcijaństwem odznaczało się nadprzyrodzonym pochodzeniem; chrześcijaństwo podniosło je do rzędu sakramentu.


Jeśli małżeństwo z natury jest "res sacra" - rzecz święta - jeśli chrześcijaństwo uczyniło z niego sakrament, to rzecz jasna, że człowiek nie ma prawa go zmieniać, bo nie zależy to od jego woli. Więc jasnym jest, że przyczyną niebywałego zamętu i rozpaczliwego położenia, w jakim się znajduje dziś małżeństwo, jest namiętność ludzka, która bezczelnie wtrąciła się do odwiecznych praw małżeństwa i poderwała jego korzenie. Wyrwała jego korzenie z gruntu Bożego i chciałaby je "zreformować" według wymagań nieokiełznanej zmysłowości" (str. 165).


 


O czasach sobie współczesnych przedwojenny autor zauważa :


"W ciągu ostatniego stulecia dokonano niezwykle doniosłych odkryć. Technika dostarcza nam coraz to lepszych, doskonalszych środków wykorzystania życia. Nic dziwnego, że te odkrycia zmieniły nie tylko oblicze ziemi, ale i sposób myślenia człowieka, oszołomiły go, zrobiły go dumnym, pysznym, zarozumiałym, wmówiły w niego, że już nie ma tajemnic.


W rzeczywistości jest ich bardzo dużo !" (str. 166).


 


Na temat życia rodzinnego, Toth jasno podaje :


"Życie rodzinne ma pozostać na zawsze czystym źródłem, z którego ludzkość czerpie siły żywotne. Rodzina musi być zawsze skarbnicą życia ludzkiego, z której wychodzą nowe pokolenia, by zająć miejsce odchodzących. Rodzina zawsze musi zostać nieskalaną świątynią, która wydaje najpiękniejsze okazy cnoty, miłości, panowania nad sobą, ukochania pracy i radości życia ! Rodzina musi pozostać na zawsze komórką życia ludzkiego, fundamentem, na którym ludzkość stawia gmach swojej kultury.


Więc nie potrzeba "reformować" małżeństwa, jakby to chcieli czynić niektórzy ludzie ponoszeni namiętnością i chęcią używania, zatruwając atmosferę życia hasłami "małżeństw koleżeńskich", "małżeństw próbnych" i tym podobnymi niedorzecznościami !


Trzeba ratować i wzmacniać dawne małżeństwo, za pomocą którego doszliśmy do obecnego rozwoju, a którego nigdy nie przestanie bronić, wzmacniać i szerzyć Kościół Chrystusowy" (str. 166 - 167).


 


"W dzisiejszych czasach krąży tysiące haseł o reformowaniu małżeństwa. Jeśli się dobrze zastanowimy, przekonamy się, że ta reforma może się odbyć tylko na jednej drodze : powinniśmy małżeństwu przywrócić z powrotem pierwotne podstawy wiary, zachować jego nierozerwalność i czystość, gdyż zależnie od tego ludzkość będzie żyć, albo zginie ! " (str. 168).


 


"Prawda, że nierozerwalność pociąga za sobą tragedie i ofiary, jak każda inna zasada czy prawo. Ale dobro ogółu stoi ponad interesem i korzyścią osobistą; dla wygód jednostek nie można porzucać zasad, które służą dla dobra ogółu. Jeśli odstąpimy od tych zasad, - jak to uczyniła ludzkość, zgadzając się na rozwody - otworzy się pod nami przepaść, z której się nigdy nie wydostaniemy.


Czy nie widzimy z przerażeniem, jak z dnia na dzień mnożą się preteksty do rozwodu ? Dawniej tylko w wyjątkowych okolicznościach starano się o rozwód; powoli coraz bardziej rosły zmyślone powody, a w końcu samo małżeństwo chcą ludzie znieść" (str. 169).


 


"Ile razy z tego powodu przepowiadano mu śmierć ! "Kościół zginie, jeśli nadal będzie bronił swoich skostniałych form, jeśli nie ustąpi i nie będzie wyrozumiały dla nowoczesnego życia". Nie ! Kościół nie może ustąpić, jeśli jego ustępliwość przyniosłaby zgubę i śmierć ! Jego świętym obowiązkiem jest utrzymać rodzinę na idealnych wyżynach, na których pierwotnie umieścił ją Bóg, a Chrystus podniósł do rzędu Sakramentu.


(...)


Świat zatacza się jak pijany olbrzym. Zdaje się, że fale podłości i nikczemności zaleją ziemię, jak niegdyś woda potopu za czasów Noego. Gdyby to nastąpiło, gdyby zginęło wszystko, co ludzkość w ciągu tysięcy lat pięknego i wielkiego wyhodowała, i wtenczas wśród piętrzących się fal popłynie spokojnie druga barka Noego, Kościół katolicki, chroniąc w sobie nową rodzinę Noego - która uratuje ludzkość od zagłady czystym, silnym i idealnym życiem rodzinnym ! Nie konferencje handlowe, nie maszyny, nie związki zawodowe, nie traktaty pokojowe - ale ojcowie i matki uratują świat : ojcowie pracą, matki miłością; ojcowie i matki chrześcijańskie ! " (str. 170).


 


W zakończeniu swej pracy, autor apeluje :


"Rodziny katolickie muszą porzucić zatrute trzęsawiska fałszywych haseł i wypaczonych pojęć moralnych, i muszą wrócić do ideału małżeństwa chrześcijańskiego i rozniecać go po całym świecie.


Niczego więcej dziś nie potrzebujemy, tylko chrześcijańskich rodzin. Jeśli świat ma uniknąć zagłady, to uratuje go chrześcijańska rodzina.


Rodzina, która daje czyste panny i szlachetnych młodzieńców !


Która rozsiewa zadowolenie, ład i szczęście !


Która jest komórką i fundamentem prawdziwego życia ludzkiego !


Która odbuduje i wzmocni grzechem steraną ludzkość !


Boże ! Prosimy Cię - broń, wzmacniaj i błogosław nasze chrześcijańskie rodziny !" (str. 172).


 


---


Cóż można dodać ? Czy cokolwiek z tego, o czym pisał w 1936 roku Toth uległo dezaktualizacji ? Czy uwagi duchownego nie trafiają w punkt ? Jest to niezaprzeczalny atut wszystkich przedwojennych publikacji, iż zawarte w nich refleksje w niczym nie tracą na aktualności. Wręcz przeciwnie ! Pełne są niezwykle cennych wskazówek wytyczających sposób postępowania dla współczesnego człowieka. Obrazują to, co było i nadal pozostaje najwartościowszego w naszej kulturze, w naszym Narodzie, u naszych Rodaków. Łączą nas z milionami naszych Przodków - niezłomnych mężczyzn i dzielnych kobiet, którzy obdarzyli Polskę największą miłością, a Boga - najwyższą czcią.


 


(Prawie wszystkie książki biskupa Totha zostały przetłumaczone na język polski ze względu na tożsamość pojmowania rzeczywistości oraz hołdowanie podobnym wartościom w narodzie węgierskim i polskim).


 


Jedynie w Bogu Polska może się w pełni odrodzić :


 




źródło : Strefa Historii, portal historyczny


 


 


 


------


 


P.s.


Kolejny wpis zostanie opublikowany za około 3 tygodnie.


Pozdrawiam wszystkich Czytelników mojego bloga.


 


 


 


O małżeństwie chrześcijańskim - część 10 2018-09-08

Ostatnio odkryłam pewną bardzo ciekawą rzecz. Dla tych z Państwa, którzy cenią sobie przedwojenną literaturę, szczególnie tę opisującą istotę polskości, polecam stronę Krośnieńskiej Biblioteki Cyfrowej, która to placówka udostępnia darmowy dostęp do wielu cennych publikacji przedwojennych, między innymi do książki Tihamera Totha zatytułowanej "O małżeństwie chrześcijańskim", wydanej w Krakowie w 1936 roku.


Dokładnie na podstawie tej książki układam swoje wpisy na tym blogu. Jeśli ktoś z Państwa życzyłby sobie przeczytać polecaną przeze mnie pracę węgierskiego biskupa w całości, zachęcam do odwiedzenia strony biblioteki z Krosna.


Znajdują się tam także inne - równie doskonałe - publikacje przedwojenne.


 


Chciałabym jednocześnie polecić Państwa uwadze niezwykle piękne obrazy przedstawiające esencję polskiej kultury, umieszczone na stronach Stowarzyszenia im. księdza Piotra Skargi oraz na Forum Tradycji Katolickiej :





 


Dla tych z Państwa, którzy systematycznie czytują moje wpisy i znajdują w tym upodobanie, cytuję kolejną porcję rozważań biskupa Totha.


Węgierski duchowny pisze na temat wychowania :


"Słowo dobre czy złe, które słyszą dzieci od rodziców, jest tylko słowem, które przebrzmi, ale przykład pozostanie. Co warta nawet najserdeczniejsza zachęta, albo groźba z ust rodziców, którzy we własnym postępowaniu zaprzeczają temu, czego wymagają od dzieci ?" (str. 153).


I dodaje :


"Biada dziecku, którego rodzice oderwali się od Boga, biada synowi, którego ojciec nie wierzy w Boga ! Dziecko ma bystry wzrok, wszystko widzi; mając lat 10, jeszcze gorszy się niewiarą ojca; w 15-tym roku życia przyzwyczaja się do tego; mając lat 20 - szuka w niej dowodów na poparcie swojego rozwiązłego życia" (str. 155).


 


Rodzicom doradza :


"Wychowujcie (dzieci) w karności, to znaczy, że powinniśmy je przyzwyczajać do posłuszeństwa, skromności i wyrzeczenia się siebie. Dawniej to były cnoty powszechne w każdej rodzinie, dzieci były posłuszne swoim rodzicom.


Dziś natomiast, kiedy modnym stało się mieć tylko jedno dziecko, zmieniły się dawne zdrowe zasady wychowania, i zamiast dzieci słuchać rodziców, rodzice spełniają wszystkie zachcianki dziecka. Bądźmy przekonani, że w życiu albo dziecko jest posłuszne, albo rozkazuje; albo słucha, albo jego słuchają" (str. 156).


 


Ponadto zauważa :


"Lepiej jest, jeśli płacze dziecko za młodu z powodu rodziców, niż mieliby z powodu niego płakać rodzice na starość" (str. 157).


"Posłuszeństwo i uszanowanie władzy są niezbędne nie tylko w rodzinie, ale i w szerszym życiu społecznym, kulturalnym. Rozwój kultury polega na szacunku i rozwoju pracy minionych pokoleń. Bez szacunku nie ma postępu. Życie rodzinne, wymagając szacunku dla władzy, przyczynia się do wzrostu wartości kulturalnych. Naród, który nie uznaje władzy traci swoją wartość i stacza się do rewolucji. Jasnym jest teraz, dlaczego rewolucjoniści ze specjalnym upodobaniem starają się o zburzenie rodziny, bo wraz z rodziną ginie szacunek powagi i powstaje podatny grunt pod rozruchy" (str. 157 - 158).


 


"Jak trzeba opiekować się dziećmi ? Trzeba uważać, żeby atmosfera rodziny była czysta, nieskalana, żeby dziecko nic tam takiego nie widziało, coby obrażało jego naturalną skromność" (str. 160).


 


O właściwym sposobie wychowania zaznacza :


"Niech nikt nie myśli, że sprawa jest załatwiona, kiedy będzie milczał wobec dzieci, bo nie milczy ulica, teatr, kino, gazety, romanse, wystawy, ogłoszenia.... lecz mówią takim stylem i z takim nastawieniem, że z pewnością pociągną dziecko do złego " (str. 160).


 


"Nie zapominajcie, że dziecko przeżywa okres, w którym potrzebuje powiernika, któremu by się mogło zwierzyć ze wszystkich swoich nieokreślonych uczuć. Tym okresem są lata dojrzewania płciowego. O, jak szczęśliwe jest dziecko, które może w tym czasie przyjść z pełnym zaufaniem do rodziców i opowiedzieć im swoje kłopoty ! .... Jak szczęśliwi są rodzice, którzy potrafili zjednać sobie zaufanie dzieci, nawet w tym przełomowym okresie życia !" (str. 161).


 


W zakończeniu rozdziału podkreśla :


"Podstawą, pierwszym warunkiem dobrego wychowania jest religijność, która wypływa z wiary w Boga i jest naturalną atmosferą życia rodzinnego. A więc nie religijność czysto zewnętrzna, która zadawala się pójściem w niedzielę do kościoła, a zdejmując świąteczny ubiór, zrzuca zarazem z siebie przepisy wiary; więc nie religijność, która składa się tylko z modlitwy i postu - to też należy do prawdziwej religijności, ale nie stanowi całokształtu życia; prawdziwa religijność polega na głębokiej miłości Boga i uznawaniu Jego praw, którymi powinniśmy przepoić całe nasze życie, wszystkie zamierzenia, działania, radości i smutki. Nie da się zaprzeczyć, że atmosfera religijna jest najodpowiedniejszym tłem, na którym wyrastają najpiękniejsze cnoty duszy dziecięcej" (str. 162).


 


I na koniec mojego dzisiejszego wpisu podaję Państwu chyba najważniejszy fragment z książki węgierskiego biskupa :


"Kiedy teraz przy końcu kazania zastanowimy się nad mnóstwem obowiązków, których wymaga od rodziców dobre wychowanie, kiedy przypominamy sobie, ile ofiar, ile samozaparcia, cierpień i wyrzeczenia się kosztuje wychowanie z niedołężnego niemowlęcia dorosłego młodzieńca, względnie panny, do usług społeczeństwa i Kościoła, jeśli zważymy to wszystko, niemożliwym jest, żeby się w nas nie obudziło uczucie wdzięczności dla ofiarnych i bohaterskich rodziców.


Nie dziwcie się, że moje serce również roztkliwia się mówiąc o tym : znałem również taką matkę bohaterkę, która mając 31 lat owdowiała, pozostając z pięciorgiem małych dzieci, z których najstarszy syn miał 9 lat, a najmniejszy 2 lata. Wdowa ta nie załamała się w życiu ! Kto potrafiłby zliczyć to mnóstwo trosk, trudów, ofiar i pracy, jakie poniosła w ciągu dziesiątek lat, zanim wychowała wszystkich pięciu synów ? Ale ich wychowała !


Słowa jednego z jej synów słyszycie już przez 16 lat z tej ambony ....


Jeśli kogoś z moich słuchaczy słowa moje choć trochę zbliżyły do Boga, proszę go, niech okaże swoją wdzięczność w ten sposób, że uklęknie ze mną i zmówi jedno Zdrowaś Mario za zmarłą matkę, za duszę mojej kochanej, niezapomnianej Matki ! Amen" (str. 162 - 163).


 


----


Myślę, że poniższa fotografia, choć całkowicie przypadkowa, doskonale oddaje to, kim jest Matka w życiu człowieka.


Być może, jeśli spodoba się nam jakaś książka, zauroczą nas słowa jakiegoś duchownego, powinniśmy pomodlić się za duszę jego Matki lub w intencji jego Matki......


 



 


--


 


Kolejny wpis za tydzień.


 


O małżeństwie chrześcijańskim - cz. 9 2018-08-23

Opisując małżeństwo o licznym potomstwie, biskup Toth zaznacza :


"Dziecko jest rzeczą świętą", "Res sacra puer". Jeżeli poganie tak mówili, to jeszcze bardziej powinniśmy w ten sposób myśleć my, chrześcijanie ! Dziecko jest zadatkiem wielkich nadziei ! Świętym jest dziecko w oczach chrześcijańskich rodziców, jest ono dla nich nie tylko podporą w starości, ale dalszych ciągiem ich życia, staczającego się w grób. Świętym jest dziecko w oczach chrześcijaństwa, bo w nim żyje naród, a silna, karna, moralna młodzież jest dźwignią życia narodowego, natomiast niemoralna młodzież i lekkomyślna jest jego zgubą. Świętym jest dziecko w oczach Kościoła, bo z dzieci wyrastają  święci Kościoła, przez nie szerzy się światło Ewangelii na ziemi. Świętym jest dziecko w oczach Chrystusa, który zawsze je czule kochał i błogosławił" (str. 145).


 


W swojej książce, Toth uchwycił pewną niezwykle istotną kwestię, o której nieustannie dziś zapominamy :


 


"Z powodu rozbicia dzisiejszej rodziny, wymarły dawne cnoty, jakimi odznaczały się dawne małżeństwa, które bez wątpienia przedstawiały wielką wartość wychowawczą.


Jeśli kto był w Holandii i przebywał tam w katolickich rodzinach, z pewnością wywarł na nim wielki wpływ po dziś dzień istniejący (1936 r.) zwyczaj wspólnej modlitwy, którą razem odmawia cała rodzina wraz ze służbą. Czy istnieje bardziej odpowiedni i skuteczniejszy środek wychowawczy, jeśli rodzice z dziećmi i z cała służbą domową klękają do modlitwy ? Jeżeli rodzice wraz ze swymi dziećmi idą do Spowiedzi i do Komunii świętej, tym samym wywierają bardziej skuteczniejszy wpływ niż wszelkie rozkazy i kary.


Rzecz jasna, że prawdziwa wartość zewnętrznych praktyk religijnych polega na wartości wewnętrznej. Praca w rodzinie powinna opierać się na miłości, ufności i na wierze w Boga, i posługiwać się nadprzyrodzonymi środkami. Cokolwiek spotka rodzinę, radość czy smutek, wszystkie jej czynności, zamierzenia i plany powinny być zgodne z wolą Bożą. Bądźmy pewni, że gdy rodzice takie poglądy wpoili w swe dzieci, wyposażyli je w najcenniejszy skarb" (str. 147).


 


Toth podkreśla, że głównym obowiązkiem rodziców jest wychowanie dzieci. Pisze :


"Wychowanie" - jak głębokie znaczenie kryje się w tym słowie ! Z małego robić wielkim, z niedołężnego silnym, hartować ducha i ciało, plenić zło, zasiewać dobro - oto wychowanie ! Ile ofiar, ile poświęceń, ile bezsennych nocy, ile łez, ile trosk i miłości mieści się w tych dwóch słowach : "wychowanie rodzicielskie" (str. 147 - 148).


 


Autor książki "O małżeństwie chrześcijańskim" czyni w swoim tekście wiele cennych uwag. Oto jedna z nich :


 


"Odpowiedzialność rodziców rozpoczyna się jeszcze przed przyjściem dziecka na świat. Rozpoczyna się już w ich młodości obowiązkiem życia moralnego" (str. 149).


 


I dalej :


"Z chwilą, kiedy święcona woda zwilżyła ciało dziecka, Chrystus rzucił w jego duszę ziarno życia nadprzyrodzonego, świętym, kapłańskim obowiązkiem rodziców jest miłością swoją pielęgnować i rozwijać to ziarno życia Chrystusowego. Tę pracę powinni rodzice zacząć, kiedy jeszcze ani szkoła ani Kościół nie mają dostępu do dziecka. Rodzice, a zwłaszcza matka ma tysiące sposobności, żeby duszę dziecka podnosić ku Bogu.Na całe przyszłe życie dziecka wywiera olbrzymi wpływ serdeczna i czuła rozmowa matki z trzech- lub czteroletnim dzieckiem o Bogu, o Jezusie, o Matce Boskiej, o sprawach wiary. Nie istnieje tak biegły nauczyciel, tak gorliwy kapłan, który by potrafił tak podać dziecku te prawdy, jak rodzice.


Szczęśliwe jest dziecko, które dostaje od swoich rodziców oprócz utrzymania i pięknego ubrania - wychowanie religijne ! Szczęśliwe jest dziecko, które wychowuje się w rodzinie, która otacza je opieką religijną ! Szczęśliwy jest człowiek, który pod ciosami losu życia nie załamuje się, bo przyświeca mu prawda wiary, której podstawy już w dzieciństwie otrzymał od rodziców, zwłaszcza od matki !" (str. 149).


 


Toth poucza :


"Jeśli Stary Testament potrafił wychować idealne matki, to tym wznioślejszą powinna być matka chrześcijańska, której ideałem jest Boga- Rodzica ! Bo przecież z chwilą, kiedy Najświętsza Panna wzięła na ramiona Boskie Dzieciątko, od tego czasu każda matka ozdobiona jest koroną świętości. Koroną jasną, promienniejszą nad wszystkie gwiazdy i drobne kamienie, wymagającą największego szacunku. Koroną, która opromienia matkę cudną pięknością - ale, która pod wieloma względami podobna jest do cierniowej korony Chrystusa !" (str. 150).


 


Katolicki kapłan kończy swój rozdział niecodzienną inwokacją :


"Matki, jesteście błogosławieństwem domu. Jesteście chlebem codziennym, wodą orzeźwiającą, ciepłem domowym, czystością rodziny. Jesteście lampką oliwną, która czuwa wśród bezsennych nocy, modląc się, kiedy wszyscy śpią. Matki, jesteście więdnącym, ale wonnym bukietem róż u stóp Krzyża" (str. 152).


------


Temat na którym skupia się nie tylko biskup Toth, ale wielu innych kapłanów oraz osób świeckich jest wychowanie religijne. To na nim bazowały całe pokolenia Polaków. Ono kształtowało sumienia naszych rodaków. Uszlachetniało umysł, doskonaliło serce, ugruntowywało wolę. Wychowanie religijne zaprawiało człowieka do walki o czystość własnej duszy. Tworzyło szeregi silnej duchowo i moralnie młodzieży. Jednocześnie chroniło przed panoszącym się w świecie kłamstwem i nieprawością.


Toth przypomina jak ważną sprawą jest serdeczna rozmowa matki z małym dzieckiem o Bogu. Podawanie malcowi w przystępny dla niego sposób prawd wiary jest skutecznym środkiem formowania w dziecku zmysłu religijnego.


 


Niestety w dzisiejszych czasach matki raczej nie pamiętają o obowiązku pouczania dziecka na temat wiary religijnej. Pozbawiają tym samym dzieci niezwykłych odczuć budzących się u nich na skutek rozmyślania o Bogu.


 



 




 


źródło :


pinterest


(vintage holy cards).


 


 


---


P.s.


Kolejny wpis zostanie opublikowany za około 2 tygodnie.


Znalezisko z Internetu 2018-08-16

Polecam Państwu lekturę poniższej pozycji bibliograficznej :


 



 


Wink


 


Wpisując tytuł w przeglądarkę Google powinna pojawić się całość książeczki.


 


Publikacja jest dostępna w Internecie m.in. pod adresem :


www.sbc.org.pl/dlibra/publication/337734/edition/318986/content


 


Życzę miłej lektury !


 


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]